czwartek, 20 października 2011

Zasilacz na bazie AV-830NF

Nie od dziś wiadomo że z innowacjami na dalekim wschodzie bywa różnie.
Jednym z takich przykładów jest seria zasilaczy impulsowych nabywanych przez krótkofalowców.
Zasilacze te są dostępne w wielu wariantach, oferowane przez kilku importerów, różni je zazwyczaj wygląd i wdzianko, zawartość obudowy niestety jest elementem wspólnym.
Doszukiwanie się lepszej lub gorszej firmy mija się z celem, ponieważ poza wdziankiem wyboru zawartości niema.
Bardzo popularne wśród amatorów są zasilacze 20 - 30A z napięciem ~13.8V.
Jak wiadomo innowacje są kosztowne, więc gdzieś na dalekim wschodzie wpadł ktoś na wspaniały pomysł, opracował zasilacz impulsowy o nazwie roboczej AV-830NF - dokumentacja.

Napięcie zasilania: 90~125V 200~260V
Napięcie wyjściowe: 4V~16V regulowane
Pobór prądu: 25A ciągły, 30A max
Bezpiecznik: 220V / 4A
Wymiary: 165 x 55 x 150 mm
Waga: 0.8 kg

Założenie było proste, jeden układ, nieskończenie wiele opcji zabudowy.







Co z tego wyszło zobaczymy na przykładzie zasilacza który padł zaraz po utracie gwarancji - SS-830.


Na zdjęciu zasilacz bez obudowy górnej.


Luty bezołowiowe, niestety elementy potrafią same odpaść - jedyna rada to lutownica w garść i polutować jak należy!!!


Tranzystory IRFP460 lubią paść w skutek przepięć w sieci, nawet przy pracy urządzenia na odbiorze - na biegu jałowym.


Zwały kurzu są rezultatem zbędnej ciągłej pracy wentylatora, gwoździem do trumny było skierowanie powietrza bezpośrednio w dół!
Tragedią jest zastosowanie kondensatorów zaraz za prostownikiem, zastosowane badziewne kondensatory na napięcie 25V to kiepski pomysł. Biorąc pod uwagę warunki pracy przy obciążeniu 30A, napięcia występujące w prost za prostownikiem są znacznie większe!!! Rozsądnie jest wymienić wspomniane kondensatory na nowe o napięciu pracy 35V, oraz zamontować je w sposób inny niż zrobił to producent, dyndający kondensator zazwyczaj kiedyś się urwie.


Obwody wejściowe zasilania - wykonanie i praca poprawna. Filtrowanie produktów ubocznych generowanych przez przetwornicę jest zaskakująco dobre.


Na zdjęciu zasilacz bez obudowy górnej, na aluminiowym radiatorze widać ukłas sterowania wiatrakiem. Układ wykonany beznadziejnie, wiatrak kręci się non-stop w trakcie pracy zasilacza, zmienia jedynie swą prędkość względem temperatury.
W rezultacie wiatrak szybko się zużywa i z czasem przyprawia o ból głowy :)


Logika i sterowanie wskaźnikami - nie zaszkodzi poprawić luty.


Tak to cudo wygląda po zdjęciu radiatora.

Jak dla mnie jest to zasilacz dla odważnych, osobiście do takich nie należę, w związku z tym cieszę się, że nie ja jestem jego posiadaczem.
Wszystkim innym użytkownikom życzę szczęścia, choć z drugiej strony - zakup nowego radia po usterce zasilacza,  powinien ucieszyć każdego radioamatora :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz